Teksty - Superwizja rodzinna i związków partnerskich

Idź do spisu treści

Menu główne:

Teksty


POLECAMY 
NASZE KSIĄŻKI

Aleksander Mańka
ŻYCIE W ZWIĄZKU PARTNERSKIM
PO TRUDNYM DZIECIŃSTWIE

Aleksander Mańka, zadaje subiektywne pytanie: Jak żyć w związku partnerskim z kimś, kto miał trudne dzieciństwo? Takie pytanie zadaje sobie wielu partnerów. Część takich związków rozpada się przynosząc ból i poczucie beznadziejności. Inne trwają w poczuciu cierpienia i nieszczęścia. Bardzo trudno odnajdywać w sobie skutki wad wychowawczych swoich rodziców, które utrudniają w dorosłym życiu budowanie poprawnych więzi uczuciowych. Są one jednak istotną przyczyną napięć, konfliktów i lęków jakie powodują cierpienie w relacji partnerskiej. Autor rozważa to z perspektywy partnerów takich osób. Opisuje sytuacje, mechanizmy i skutki jakie ponoszą rodziny i partnerzy ludzi z syndromem dysfunkcyjnego dzieciństwa. Jest to pierwsza część cyklu publikacji dotyczącej tej problematyki.
________________________________________________________________

Aleksander Mańka
Janusz Stanek
Damian Zdrada
MÓWIMY NIE, UZALEŻNIENIOM
Kompendium dla pedagogów, rodziców i młodziezy o uzależnieniach behawioralnych. Autorzy prezentują metody działań profilaktycznych, sposoby rozpoznawania zachowań ryzykownych, wyjaśniają podstawowe mechanizmy uzależnienia od mediów, portali społecznościowych, robienia zakupów, seksu oraz innych uzależnień behawioralnych. Książkę podzielono na części przeznaczone dla specjalistów, rodziców i młodzieży.

_____________________________________________________________________________________

 
Monika Czajka
Aleksander Mańka
Janusz Stanek
PROFILAKTYKA SYSTEMOWA
działania w praktyce środowiskowej
Główną intencją działań profilaktyki systemowej jest wzmocnienie w systemach rodzinnych potencjału ochronnego, który stanowi najskuteczniejszy czynnik ograniczający ryzyko związane z zagrożeniem destabilizacji lub problemów w rozwoju i funkcjonowaniu związków. Współczesna wiedza jednoznacznie wskazuje, że fundamentem czynników ochronnych, jak i czynników ryzyka są naturalne zasoby systemu rodzinnego. Genezą wszelkich zakłóceń rozwoju dziecka są przede wszystkim deficyty wychowawcze rodziców, defekty w strukturze systemu rodzinnego oraz deficyty w obszarze umiejętności ochronnych. To one bezpośrednio wpływają na poziom odporności lub podatności dziecka na zagrozenia towarzyszące w jego rozwoju. Aktualna wiedza precyzyjnie określa, co stanowi o podatności lub odporności na takie ryzyko. Są to cechy kształtowane podczas dynamicznej interakcji w systemie rodzinnym. Profilaktyka systemowa adresuje swoje oddziaływania do całego systemu, pozwalając mu modelować swoje walory ochronne i redukować ewentualne cechy ryzyka.


**************************

Uzależnienie miłości występuje bardzo często u ludzi z silnymi de‚cytami dojrzałości. Jest to efektem dorastania w rodzinach dysfunkcyjnych. Jak to bywa w każdym uzależnieniu, mają oni swój „radar”, doskonale wyczulony na potencjalne możliwości zaspokojenia swojego głodu. Poszukują swojego speł- nienia niczym wygłodniałe wampiry. Dlatego bardzo często wiążą się z ludźmi, którzy umożliwią im takie zaspokojenie. Mają precyzyjnie opanowane metody wciągania ludzi w swoje sieci. Dokładnie wykorzystują wszelkie możliwości pozyskania dla siebie ulubionego „narkotyku” kosztem innych ludzi. 
Czasem są to osoby lustrzanie dopasowujące się do nich. Przylegają do siebie jak magnesy swoimi odwrotnymi biegunami, aby dopełnić siebie wzajemnie. Czasem są to ludzi przypadkowi, którzy tylko w pierwszej chwili zostali błędnie rozpoznani przez „radar” jako obiekt spełnienia. Niektórzy z nich potem zostają uwikłani w sieć różnych niezdrowych powiązań i trudno im się z tego uwolnić. Niektórzy wpadają w pułapkę i pogłębiają swoją dysfunkcję. 
Niezależnie od tego, że uznamy ludzi uzależnionych od miłości za osoby „chore”, ponoszące konsekwencję swojej dysfunkcji i miotających się w pętlach własnego cierpienia, czynią oni wiele krzywdy wokół siebie. Ich postępowanie wobec partnerów, dzieci i bliskich jest brutalnym zadawaniem bólu. O‚ary ludzi uzależnionych doświadczają krzywd w sposób bardzo okrutny. Często są to bezwzględne zdrady, porzucenie, przemoc, manipulacje, szantaże lub inne formy znęcania się. Nie można usprawiedliwiać tego ich dysfunkcją, trudnym dzieciństwem lub nieświadomością czynienia zła. 
Ich ofi‚ary nie ponoszą przecież odpowiedzialności za ich problem. Nie są w żaden sposób odporne na ich działania i najczęściej otrzymują swoje cierpienie za miłość, jaką obdarzyli Potwora. Jeśli Potwory Miłości odczuwają swoje cierpienie, to nie mogą uznawać tego za usprawiedliwienie swojego postępowania. Jeśli nie mają świadomości tego i wypierają problem, to jako osoby dorosłe powinny pogłębić swoją reˆeksję nad tym, co czynią innym i podjąć za to dojrzałą odpowiedzialność. W każdym przypadku ich problem pozostaje sprawą ich samych i ewentualnie ich terapeuty. Nie mogą obciążać nim bliskich osób, które za niego nie odpowiadają. 
Jeśli wypierają swój problem i zaprzeczają mu, to robią tak wyłącznie dla zachowania własnej równowagi i samopoczucia. Jako osoby dorosłe mają zdolność do racjonalnego rozpoznawania proporcji w relacjach, jakie tworzą. Mogą więc bez trudu dostrzec swój udział i zająć jakąś konstruktywną pozycję. Mają przecież możliwość podjęcia leczenia. >>>>


Tytuł tego opracowania wbrew pozorom nie jest ani prowokacją, ani próbą deniowania jakichś ukrytych intencji. Wyraża jedynie pewien punkt widzenia więzi, które tworzą osoby skrzywdzone w dzieciństwie. Pozycja, z jakiej podję- to tutaj rozważania, odbiega od powszechnej tendencji koncentrowania się na problemie cierpienia osoby, która w swoim dzieciństwie doświadczyła siebie w dysfunkcyjnej rodzinie. 

Nie zamierzam podważać bardzo powszechnej i głęboko poznanej wiedzy dotyczącej stanów, właściwości i cech wynikających z przeżytej w dzieciństwie krzywdy. Oczywiste jest, że osoba taka wymaga szczególnej uwagi i wyrozumiałości. Nie ona bowiem ponosi odpowiedzialność za swoje cechy spowodowane dysfunkcją rodzica. Odpowiada jednak za to, jak żyje z partnerem. Specjaliści pracy socjalnej, terapii i pedagogiki szczegółowo i bardzo szeroko zajmują się problemami tych osób. Poznają coraz wyraźniej uwarunkowania, stany, metody pomocy, sposoby radzenia sobie z konsekwencjami skrzywdzonego dzieciństwa. 
Bardzo dużo uwagi społecznej poświęca się więc wspomaganiu dorosłych dzieci rodzin uzależnionych, dorosłych dzieci z rodzin przemocowych, dorosłych dzieci rodzin dysfunkcyjnych, dorosłych dzieci opieki zastępczej i innym osobom, które żyją z bolesnymi konsekwencjami swojego dzieciństwa. Dziś warunkuje to ich funkcjonowanie i samostanowienie. 
Używane tutaj pojęcie Syndromu Dysfunkcyjnego Dzieciństwa (SDD) jest szerszym pojęciem niż te uszczegółowienia. Owszem, dotyczy ono między innymi takich dysfunkcji, jednak jego sens nie jest związany z konkretnym czynnikami patologizującymi rodzinę (np. uzależnienie, przemoc itp.). Syndrom Dysfunkcyjnego Dzieciństwa rozumiany jest tu jako konsekwencja wzrastania dziecka we wszelkich typach rodzin, w których silnie zniekształcano w nim jego doświadczanie siebie. Wady w relacjach rodzica z dzieckiem, nieprawidłowe warunki rozwoju oraz proces poznawania siebie przez dziecko mają miejsce nie tylko w rodzinach uznanych powszechnie za patologiczne lub z jakimiś widocznymi dysfunkcjami. Bardzo często dysfunkcje występują w środowisku rodzin, które są spostrzegane i uznawane jako prawidłowe. Mogą to być niepełne rodziny lub te, w których jedno z rodziców wykazuje jakąś formę dysfunkcji rodzicielskiej. Inne, to rodziny, które z powodu wadliwej dojrzałości jednego lub obojga rodziców współuzależniają dziecko w zależnościach uczuciowych. Odrębnym problemem wywołującym syndrom jest również instytucjonalna opieka zastępcza nad dzieckiem. 
Proces powstawania syndromu DD może przebiegać na poziomach emocjonalnych, które nie są zauważalne dla kogoś spoza rodziny. Dzieje się tak np., kiedy rodzic nadmiernie obciąża dziecko odpowiedzialnością za sprawy rodzinne, kiedy uzależnia akceptację dziecka od jego aktywności w systemie rodzinnym, kiedy generuje wobec dziecka wygórowane oczekiwania lub kiedy osacza dziecko swoją nadopiekuńczością. Nie jest zatem podłożem syndromu jakiś konkretny czynnik czy sytuacja rodzinna, ale charakterystyczne skutki kontaktu dziecka z rodzicem. >>>>


Rozumienie siebie zależy przede wszystkim od rodzica. W zdrowej rodzinie dziecko jest wartością samą w sobie. Nie musi niczego robić, aby być cenne. To że jest, że się pojawiło, stanowi dla rodziny najważniejszy jego walor. Zdrowe dzieci dowiadują się od rodziców o swojej wartości dzięki temu, w jaki sposób okazują im miłość. Jeśli rodzic uznaje wartość dziecka dlatego, że jest, i to będzie dla niego najcenniejsze, to nie będzie miał kłopotu z okazywaniem tego dziecku. Zdrowy rodzic uznaje niedojrzałość dziecka jako normę i to jest dla niego naturalną wartością dziecka. Wszelkie wady, błędy w okazywaniu miłości i akceptacji, jakie popełnia rodzic, przekonują dziecko, że jest w nim coś takiego, co nie pozwala być odpowiednim dla swojego rodzica. Buduje więc przekonania o tym, co w nim jest wadliwego, co nie pozwala mu być dobrym. 
Rodzic dysfunkcyjny nie uznaje niedojrzałości dziecka. Okazuje mu to w sposób wyraźny i bolesny. Mając błędne przekonania o swojej wartości, o wadach, o swojej nieprawidłowej aktywności lub o braku znaczenia dla innych, dziecko nawiązuje z innymi ludźmi kontakty w sposób nieprawidłowy. Usiłuje znaleźć jakiś sposób na bycie dobrym. W przyszłości doświadczenia takie utrwalą się i dorosły człowiek przyjmie je jako podstawę swojego funkcjonowania z ludźmi. 
Jeśli dziecko żyło w poprawnych warunkach miłości i pozostawało w otwartym kontakcie z rodzicem, który ułatwiał mu zrozumienie siebie, w jego życiu dorosłym nie sprawi mu kłopotu rozumienie siebie i innych. Nie znaczy to oczywiście, że jego życie nie napotka trudności albo bólu. Będzie miało tylko ułatwiony dostęp do siebie i do swoich pragnień. Pozwoli mu to równoważyć wartości życia i odpowiednio reagować, aby ochronić siebie. Niekoniecznie uda mu się zrównoważyć swoje pragnienia z tym, co je spotka. Jednak dzięki pełnej świadomości siebie, jaką otrzyma od rodzica, będzie mogło zrozumieć, co się dzieje i zająć odpowiednią pozycję obronną. Będzie potrafiło przyjmować i radzić sobie zarówno z dobrymi częściami swojego życia, jak i tymi trudnymi. Będzie mogło przyjąć otwarcie to, co będzie dla niego dobre, a chronić siebie przed tym co złe. 
Siła otrzymana od rodzica nie pozwoli na destabilizację jego autonomii. Potraƒ ono bowiem zrozumieć siebie jako niezależną istotę. Dozna cierpienia, ale to nie spowoduje jego rozpadu. Jego życie nie stanowi uzupełnienia czyichś potrzeb lub uwarunkowań. Nie pozwoli na tworzenie się warunków, w których nie będzie mogło się spełniać. Będzie umiało chronić siebie przed zagrożeniami. Będzie umiało unikać miejsc, w których może doznać krzywdy. Związki, jakie będzie tworzyło z ludźmi, będą dla niego możliwością po- łączenia swojej autonomii z innymi autonomiami bez potrzeby ich modyƒ- kowania. Nie będzie to wymagało ani modyƒkowania siebie, ani innych. Po prostu, spotkając kogoś, stworzy z nim więź dwóch osób takich, jakimi są i nie będą musiały się zmieniać, aby siebie kochać. Stworzą więc trzecią jakość bycia – „MY”. 
Jeśli dziecko nie mogło w rodzinie zrozumieć siebie jako wartość ważną dla kogoś, ponieważ rodzic nie dawał odpowiedzi na proste pytania lub powodował, że nie rozumiało, kim jest i jak ma żyć, to jego wiedza o sobie jest niekompletna lub wadliwa. >>>>


W każdym związku obie strony w pewien charakterystyczny sposób wyra- żają wzajemnie dla siebie aprobatę i akceptację. W zdrowym związku też muszą być wyrażone w jakiś sposób brak aprobaty i nieakceptacji niektórych cech lub zachowań. Jest to naturalne między osobami silnie ze sobą związanymi. Nie byłoby naturalne, gdyby ludzie wyrażali wobec siebie tylko aprobatę lub tylko dezaprobatę. Świadczyłoby to o jakimś fałszu w ich porozumiewaniu się lub o wadliwym stosunku do siebie. 

Oczywiście każdy związek ma swój własny sposób wyrażania zadowolenia i niezadowolenia. Zależy to od wielu charakterystycznych dla obu stron uwarunkowań. Człowiek z natury potrzebuje akceptacji, szczególnie ze strony osób bliskich. Wiele robimy, aby ją pozyskać i doświadczyć zadowolenia swoich partnerów z kontaktu z nami, naszego bycia w ich życiu i tego co robimy. Jest to przecież normalna potrzeba, którą musimy zaspokoić, bo w przeciwnym razie zapadamy się w coraz głębszą frustrację, wątpliwości i zniechęcenie. 
Osoba z SDD nosi w sobie wyjątkowe zapotrzebowanie na akceptację. Potrzebę tę odczuwa na wszelkich możliwych poziomach. Czasem wyraża się to nadmiernym zapotrzebowaniem do pozyskiwania jakichkolwiek sygnałów o podziwianiu lub nawet uwielbieniu jej przez ludzi. Czyni to wszelkimi sposobami i wszędzie gdzie to możliwe. Sięgając po to, często przekracza granice realnych norm kontaktu międzyludzkiego. Traci kontrolę nad tym, co jest prawdziwym sygnałem akceptacji, a co jest tylko fałszywym komunikatem skierowanym przez kogoś w celu manipulowania lub przejęcia kontroli. Ma więc bardzo słabą umiejętność obiektywnego oceniania stosunku innych ludzi do siebie. 
Zdarza się, że osoby te wpadają w różne pułapki, sytuacje nadużyć, w sieć zakłamania i fałszu, zupełnie nie rozpoznając swojej roli i tego, co w rzeczywistości znaczą dla ludzi, którzy fałszywie okazują im akceptację. Stają się o‡arami nadużyć, intryg lub innych sytuacji wykorzystania.
W momencie tak silnego głodu akceptacji tracą kontrolę, instynkt samozachowawczy i bezkrytycznie poddają się manipulacjom. Być może w nieświadomym bilansie otrzymują wystarczającą graty„kację za koszty, jakie ponoszą. Podejmują bowiem czasem zachowania, jakich później się wstydzą, kreują wizerunek siebie, który mocno dewaluuje ich wartość, ponoszą różne niemiłe społeczne konsekwencje w procesie odnajdywania potwierdzeń akceptacji innych ludzi. 
Kiedy komuś bardzo dokucza głód, jest w stanie poświęcić wiele, aby go zaspokoić. Głód akceptacji również powoduje, że człowiek gotów jest poświęcić wiele wartości i tego, co zazwyczaj było dla niego ważne. Tak silne pragnienie odbiera mu motywację do dbania o to, w co wierzy, co było ważne lub co stanowiło do tej pory wartość. Siła głodu odbiera mu dotychczasowe cechy, wartości i potrzebę bycia godnym człowiekiem. Głód opanowuje rozsądek i dotychczasowy sposób myślenia. >>>>


W domu rodzinnym krzywdzonego dziecka obciążano je wszelkimi zobowiązaniami, jakich nie powinno się powierzać dzieciom. Oczekiwania stawiane wobec niego wielokrotnie były tak wygórowane, że nie było w stanie realnie im sprostać. Za jakiekolwiek porażki, kłopoty lub trudności dziecko otrzymywało informację wprost lub pośrednio, że jest za to odpowiedzialne. W swoim nieustającym pędzie za akceptacją i miłością usiłowało sprostać wszystkim oczekiwaniom i przejmowało odpowiedzialność za sprawy, które w ogóle nie powinny dotyczyć dzieci. Usiłowało mediować między członkami rodziny, kontrolowało stan emocji i aktywności rodziny, przejmowało odpowiedzialność za warunki bytowe, realia życia codziennego i za wszelkie przejawy życia rodziny. Kiedy kontrolowało sytuację, doświadczało poczucia, że wszystko jest w porządku. Jednak i tak następowała katastrofa: rozczarowanie lub chaos. Wtedy rozsypywała się ta misterna konstrukcja kontrolowana przez dziecko, uwalniały się złość, wyrzuty lub jakaś niezrozumiała dynamika rodzinna. 
Dziecko miało poczucie, że coś wymknęło się spod kontroli. Może kiedy ojciec zrobił awanturę, zbyt mocno spało. Może coś przeoczyło, o co mogło wcześniej zadbać. Może niezbyt dokładnie przyłożyło się do jakiegoś zadania. Rozsypywały się więc miłość, uczucia i stabilność. 
W okresie dorosłym ten zapis jest wciąż utrwalony. Powoduje nadmierną potrzebę kontroli i odpowiedzialności. Należy wszystkiego dopilnować i sprawdzać, czy działa. Świat wokół nie może być chaotyczny, niezrozumiały ani niestabilny. W ekstremalnych przypadkach osoby z syndromem DD wręcz sterylizują swoje otoczenie. Ich mieszkanie w swym sterylnym porządku przypomina bardziej salę operacyjną niż dom. Nie dopuszczają niczego, co wprowadzałoby niekontrolowany nieporządek emocjonalny lub przestrzenny. Na ścianach nie mogą zawisnąć fotogra"e, obrazki lub pamiątki przypominające jakieś stany emocjonalne. W mieszkaniu dopuszcza się tylko to, co stanowi zwartą i spójną kompozycję. Jeśli coś do nich nie pasuje, to należy to przemalować i dostosować do ogólnej kompozycji. Mieszkanie nie służy mieszkańcom tylko samej w sobie nienagannej kompozycji. Nawet w kuchni nie można zawiesić ręcznika lub zapalarki do gazu, bo zakłóciłoby to idealną linię przestrzeni. Mieszkania takie są zimne, pozbawione jakichkolwiek oznak życia. Wyglądają jakby były ekspozycją na targach projektów. Dla osoby zdrowej ta sterylność jest przytłaczająca i wręcz domaga się rzucenia na fotel marynarki lub zawieszenia na oparciu krzesła sukienki. Jest to jednak niedopuszczalne. Zakłócenie przestrzeni rodzi poczucie utraty kontroli i chaosu. Osoby lękowe przeżywają wtedy zachwianie bezpieczeństwa i poczucia porządku świata. Jest to przykład ekstremalny w głęboko zakłóconych procesach psychospołecznych spowodowanych syndromem, ale stanowi on wzorcowy obraz całego życia takich osób. >>>>


W baśni Andersena Gerda przedstawiona jest jako ideał wytrwałości w wierności, miłości, nadziei i determinacji w walce o ukochanego Kaja. Jej upór w odzyskaniu miłości pokonywał cierpienie i bezradność. Kaj najbardziej chciał skrzywdzić właśnie ją. Bo wiedział, że jej miłość utrzymuje go wciąż w więzi z ludźmi. Dopóki będzie nią związany, nie będzie mógł wymazać uczuć, jakie w nim zatruła Królowa Śniegu. Gdyby Gerda przestała go kochać z powodu ran, jakie jej zadawał, mógłby swobodnie się przeistoczyć w potwora. Ranił ją więc w najczulsze miejsca, bo wiedział, co ją zaboli najbardziej. Kochał ją wcześniej, więc znał wszystkie miejsca, które były najbardziej czułe i bezbronne. 
Zdradzał, bo wiedział, że poczucie bycia zdradzoną przez ukochanego wwierci się jej w serce ostrym bólem i cierpieniem. Że będzie wobec tego bezradna i osłabnie jej miłość. Okłamywał, mając świadomość jej rozczarowania i zawodu. Wiedział, że kłamstwo osoby, której się ufa i wierzy bezwarunkowo w jej troskę i uczciwość, jest najboleśniejsze pośród wszystkich kłamstw. Opuścił ją w chwili, gdy potrzebowała pomocy, gdy była bezradna i chora. Bo wiedział, że w chwili, kiedy jest się słabym, obojętność i niewrażliwość najbliższych rani serce i powoduje piekielny ból osamotnienia, bezradności i beznadziejności. Chował się przed nią w chwilach, kiedy najbardziej tęskniła. Drażnił swoim widokiem, z daleka demonstrując swoją obojętność. Miał świadomość, że tęsknota zmiesza jej zmysły i pozwoli demonom opanować jej serce. 
Doskonale znał sposoby zadawania bólu, bo wciąż krążyły wokół niego demony wysłane przez Królową, aby podpowiadać coraz to nowe i bardziej okrutne cierpienia, jakie można zadać. Im więcej ciosów wymierzał, tym bardziej nienawidził i złościł się na miłość Gerdy. 
Gerda przyjmowała te ataki, czując ich ból bardziej niż inny, bo kochała i pochodziły one od kogoś, kto kochał ją wcześniej. Z każdym ciosem słabła i wątpiła, ale elfy podbiegały i cicho szeptały do ucha, że być może miłość to uleczy. Podnosiła się więc i od nowa walczyła z demonami. Wierzyła w miłość Kaja, wiedziała, że jest ona tylko szczelnie zakryta magią złej Królowej. Wiedziała, że musi być jakiś sposób, aby zdjąć ten czar i uwolnić uczucia. Brnęła więc coraz dalej w swej pogoni za Kajem. 
Wybaczenie stawało się dla niej ciężarem, którego sama nie umiała udźwignąć. Poniżenie rujnowało jej serce i odbierało siły. Każde rozczarowanie i poczucie opuszczenia pozostawiało głębokie rany w sercu, które nie zabliź- niały się, bo krwawiły wciąż rozdrapywane kolejnymi kłamstwami, pogardą i obojętnością Kaja. Zdrada i bezwzględność mieszały myśli Gerdy. Uwalniały na przemian złość, a potem nadzieję. Nie umiała żyć i oddychać w tym zamęcie. Dusiły ją żal, bezradność i poczucie osamotnienia. >>>>


Zdrowy związek nie jest oparty na uzależnianiu swojej pozycji lub satysfakcji od życia swojego partnera. Jest to bliski kontakt dwojga dorosłych, dojrzałych ludzi. Poprawnie odczuwających swoją wartość i niewarunkujących jej zewnętrznie. Związek ten powinien polegać na spontanicznym kontakcie. Radość powinny dawać efekty tego kontaktu i doświadczanie bliskości drugiej strony. Obie strony proporcjonalnie odczuwają swoją wzajemną odpowiedzialność. Wyrażają i czują wzajemnie szacunek do siebie takich, jakimi są w danym momencie. Nie oczekują więc zmieniania siebie, aby odczuwać bliskość i miłość. W każdej chwili swojego związku mogą polegać na tym, że będą dla siebie bliscy mimo tego, co się będzie działo w nich i wokół nich. Mogą okazywać sobie nawzajem swoje słabości i siłę. Nie będzie to powodowało w żadnym z nich intencji do dystansowania się lub podporządkowywania drugiego. 
Człowiek zdrowy sam stanowi o sobie, swojej tożsamości i spełnieniu. Cztery poziomy jego świadomości siebie pozostają w optymalnej dla siebie i świata równowadze. Wie, kim jest i wie, w jaki sposób osiągnąć szczęście, pozostając sobą. Samodzielnie poszukuje swojego spełnienia i nie uzależnia bezwarunkowo swojego stanu i sensu od bierności lub aktywności partnera. Jego spełnienie nie wynika z tego, w jaki sposób partner będzie warunkował relację, ale ze wzajemnego dostrojenia się do swoich potrzeb. Partnerzy w zdrowym związku nie mają oporów przed wzajemnym zrozumieniem swoich granic, emocji i ekspresji. Nie czują zagrożenia w kontakcie z własnymi stanami, emocjami i zachowaniami. Ufają w troskę i dobre intencje partnera nawet wtedy, gdy nie okazuje im tego. W zdrowym związku występują wszystkie stany relacji, od trudnych do najbardziej radosnych. Związek, w którym nie ma pełnej gamy nastrojów, stanów i emocji, może być w jakimś stopniu zablokowany lub dysfunkcyjny. 
Człowiek ulega stałym zmianom pod wpływem różnych czynników. W związku uczuciowym te zmiany powinny być zauważalne i odczuwalne przez partnerów. Jeśli między ludźmi uwidaczniają się tylko dobre lub tylko złe stany, to znaczy, że nie pozwalają sobie na naturalność. Jeśli występują wyłącznie biegunowe formy, bez pełnej skali natężeń, może to oznaczać toksyczność związku. Związek zdrowy pozwala na uwolnienie pełnej gamy swoich nastrojów i emocji. W zdrowym związku partnerzy czują swobodę w wyrażaniu swoich potrzeb. Nie służy im to do wpływania i manipulowania drugą stroną. Po prostu kiedy odczuwają potrzebę, wyrażają ją otwarcie, ale nie mają zamiaru w ten sposób wywierać nacisku na partnera. Jest to jedynie przekazanie mu informacji o tym, co przeżywają. On również nie odczytuje tego jako konieczności do działania, tylko jako informację o preferencjach, jakie w danym momencie ma partner. Dopiero potem w zależności od warunków i własnych możliwości ustosunkowują się do tego, zaspokajają te potrzeby lub nie. Ta konsekwencja jest u nich wspólnym odniesieniem się do siebie i akceptowaniem wzajemnie swoich pozycji. Czują wzajemnie, że ich potrzeby są ważne dla drugiej strony, ale wiedzą i akceptują to, że nie zawsze można je spełnić. >>>>

________________________________________________________________________________________
Profilaktyka Systemowa

   Wszelkie szkodliwe zjawiska, wywołujące straty, destabilizację lub jakąś inną formę cierpienia powstają znacznie wcześniej niż zanim ich doświadczymy. Człowiek może zachorować, ulec wypadkom lub innym trudnościom. Niektóre z nich pojawiają się nagle i wywołują katastrofę. Inne rozwijają się powoli, ale skutecznie zmierzają do zniszczenia.
Kiedy odczuwamy dyskomfort, cierpienie lub bezradność z powodu któregoś z tych zjawisk podejmujemy walkę lub stajemy się bezradni. Poszukujemy sposobów, które mogłyby nas ochronić przed tym, co nas atakuje lub złagodzić konsekwencje tych ataków. Są to jednak reakcje wobec czegoś, co już jest obecne i dotkliwe. Dostrzegamy i doświadczamy tego jako realne obecne zagrożenie. Niestety, nie ma wtedy już ani miejsca ani czasu na efektywną profilaktykę. Sytuacja wymaga działań naprawczych, terapeutycznych lub interwencyjnych.

    Często błędnie interpretuje się ideę profilaktyki jako skutecznej metody zapobiegania czemuś, co jest już obecne. Przecież profilaktyka to zapobieganie powstania czegoś, czego nie chcemy, a spodziewamy się, że może pojawić się naszym życiu.
   Zapobiegamy chorobom, szczepiąc się w czasie, gdy nas jeszcze nie dotknęły, zachowujemy higienę, zapobiegając rozwojowi pasożytów i bakterii, pogłębiamy różne umiejętności swoich dzieci, aby mogły poradzić sobie w przyszłych sytuacjach, otaczamy się różnymi przedmiotami, systemami, które mają nas ochronić przed przewidywanymi zagrożeniami... itd... itd...

    
    W większości przypadków, działanie te okazują się skuteczne i w odpowiedniej chwili rzeczywiście chronią nas przed tym, co mogło nas spotkać. 
Doświadczenie uczy, że poznając szczegółowo jakieś zjawisko, potrafimy odnaleźć odpowiednią metodę radzenia sobie z nim w sytuacji, kiedy już ono nas dotknie.
    Niektóre zjawiska rozwijają się bardzo długo. Proces ich tworzenia jest złożony z wielu etapów i warunków. Znane z historii, tragiczne epidemie rodziły się w efekcie wzajemnie wpływających na siebie czynników (np.: stylu życia i postępowania ludzi, warunków klimatycznych, poziomu rozwoju wiedzy medycznej, poziomu rozwoju i odporności organizmów, populacji nosicieli wśród zwierząt, owadów i ludzi, dostępnych produktów żywnościowych i wody, itd.). Dopiero, kiedy osiągnęliśmy odpowiedni poziom wiedzy naukowej, udało się zrozumieć poszczególne zależności wywołujące katastrofę. Możemy teraz wpływać na te zależności i tworzyć warunki oraz czynniki chroniące nas przed zagrożeniami epidemią.
Był to proces bardzo długi i wymagał zmiany świadomości, zachowań i potrzeb. Niektóre czynniki epidemii zniknęły z powierzchni ziemi inne nadal funkcjonują, ale nie mają warunków do rozwinięcia się w epidemię (dżuma, czarna ospa, polio, trąd itd.).
    W tych przypadkach środowiskiem powstawania zjawisk zagrażających rozwojowi był ekosystem. Każdy system funkcjonuje dzięki wzajemnemu oddziaływaniu na siebie jego poszczególnych elementów. Gdy wycinamy lasy zmienia się populacja zwierząt owadów, co powoduje zmiany w strukturze roślinności, a to znów wpływa na zmianę zachowań i liczebności zwierząt. Gdybyśmy w takim systemie wpłynęli na liczebność owadów, efekt byłby podobny. Zmieniłaby się struktura roślinności ... itd. Jeśli zaczęlibyśmy powiększać populację zwierząt, to mechanizm wywołalibyśmy również mechanizm zmieniający cały system.
    Cokolwiek zmieni się w jednym z elementów systemu, natychmiast uruchamia proces zmiany całego systemu i pozostałych elementów. Wydaje się to oczywiste i nie budzi współcześnie żadnych wątpliwości, bo uczyliśmy się o tym od wczesnego dzieciństwa.
Podobnie działa silnik, który mimo znacznie mniej skomplikowanej zależności, też jest systemem wzajemnie powiązanych elementów. Każdy podzespół współpracuje, napędza lub aktywizuje inne podzespół. W konsekwencji silnik pracuje silniej lub słabiej. Wpływając na jeden z tych podzespołów, zmieniamy działanie innych i w konsekwencji wpływamy na ogólną moc pracy silnika.
   
   Czy potrafimy jednak w ten sam sposób zrozumieć działania systemu, jakim jest rodzina, środowisko lokalne, społeczności...? Czy nasza wiedza jest już wystarczająca, aby umieć przewidywać i odnajdywać sposoby zapobiegania lub kreowania pewnych zjawisk w takich systemach...? Czy mamy odpowiednią ilość czasu na to, aby nasze metody zdążyły wywołać oczekiwany skutek...? Jak sprawdzić czy nasze metody są skuteczne, jeśli proces rozwoju dysfunkcji jest bardzo długi i ukryty...?
   Profilaktyka systemowa jest działaniem skoncentrowanym właśnie na takim rozumieniu zapobiegania temu, co może kiedyś stać się wielkim ciężarem życia.
   Sytuacje trudne w życiu ludzi dorosłych i dzieci są tylko efektem czegoś, co rozpoczęło się bardzo dawno i rozwijało powoli w ukryciu. Widoczna dzisiaj przemoc, może być skutkiem wadliwych zależności między członkami rodziny, które zaczęły się jeszcze przed narodzeniem dziecka, a nawet wcześniej, przed narodzeniem jego rodziców. 
  Uzależnienie bywa konsekwencją wadliwych relacji z dzieckiem w okresie, kiedy było nieporadne i całkowicie zależne od rodziców. Zachowania dysfunkcyjne, często są konsekwencją braku umiejętności, które powinniśmy nabyć we wczesnym dzieciństwie, ale nie mogliśmy ich poznać, bo nasi rodzice również nie nauczyli się ich od swoich rodziców.
   Wszystko, co człowiek  nosi dziś w sobie, powstało znacznie wcześniej nim zauważymy to u niego  ... lub u siebie. Dotyczy to zarówno tych pięknych cech, jak i tych, które są dla nas trudne. Bywa czasem tak, że cechy, które w pierwszej chwili spostrzegamy jako piękne, są tylko zapowiedzią czegoś trudnego i czegoś, co może ranić. I odwrotnie.
    Coś spowodowało, że w człowieku zaczęła rozwijać się jakaś wadliwa cecha. Nim dojrzeje do formy sprawiającej kłopot, ukrywa się pod postacią zamaskowaną, nie wzbudzającą żadnych wątpliwości ani niepokoju. Gdy jest już widoczna i powoduje trudności w życiu, na ogół jest za późno na działania profilaktyczne i należy zająć się nią terapeutycznie.
    
    Bardzo podobnie funkcjonują wirusy, geny wywołujące raka, pasożyty itp. Kiedy dotrą już do środowiska w którym mogą się rozwijać, to w początkowej fazie są niezauważalne i nie wzbudzają ani podejrzeń, ani niepokoju. Kiedy ujawnią już swą śmiertelną misję, bywa za późno na wyleczenie. Dlatego nauczyliśmy się zapobiegać warunkom, w których możliwe będzie osiedlenie się w organizmie tych wrogów.

   Czy możliwe jest, zatem podobne nauczenie się zapobiegania powstawaniu zalążków nienawiści, przemocy, uzależnień, wykluczenia, dyskryminacji, nienawiści, indoktrynacji i innych wrogów zdrowego rozwoju ?
   Oczywiście, że jest to możliwe. Pod warunkiem, że zrozumiemy zależności w systemie rodzinnym i społecznym. Tak jak zrozumieliśmy zalezności naszego organizmu, mozemy poznać zależności naszej rodziny, środowiska i własnych zachowań. Taka wiedza, umożliwi odnajdywanie sposobów zapobiegania i ochrony przed czynnikami, które w przyszłości mogą rozwinąć jakąś bardzo trudną cechę.
   To właśnie jest przedmiotem profilaktyki systemowej. Poszukuje ona możliwości i zasobów systemu (rodzinnego lub społecznego), które ochronią nas przed pojawieniem się tych zjawisk, które już dobrze znamy z życia społecznego. W rodzinach, które dzisiaj nie mają kłopotów z przemocą, uzależnieniami i innymi trudnościami, nie pojawią się one, jeśli rodzina będzie posiadała odpowiednie warunki i czynniki ochronne. Tym bardziej wydaje się, że szczególnie takim rodzinom należy wskazać możliwość rozwijania swoich umiejętności chronienia się przed zagrożeniami.
   Podobnie jak u ludzi, którzy zachorowali na ciężkie choroby, ulegli wypadkom, wpadli w uzależnienia lub rozpadły im się związki uczuciowe. Zanim ich to spotkało, byli przekonani o tym, że ich to nie dopadnie i w ich życiu wszystko będzie dobrze.



Gdyby nie byli tak bardzo o tym przekonani, to pewnie nie dosięgłaby ich żadna katastrofa.
Przyjmując ją za prawdopodobną, próbowaliby jej uniknąć, ochronić się przed nią.

***

Wewnętrzny krytyk to wewnętrzny głos, który krytykuje człowieka od środka. Kiedy nauczymy się rozpoznawać Wewnętrznego Krytyka i odpowiednio z nim postępować, staje się naszym sprzymierzeńcem. Podobnie jak wiele cząstek osobowości zrodził się w dzieciństwie, aby nas bronić i wspomagać - na swój specyficzny sposób. Pomóżmy mu zostać naszym prawdziwym przedstawicielem!

Autorzy podróżując po świecie i pracując z ludźmi reprezentującymi różne kultury, ze zdumieniem zaobserwowali uniwersalność Wewnętrznego Krytyka. Przywdziewa on różne kostiumy, ale zawsze łatwo go rozpoznać! Oprócz fascynujących kulturowych różnic zaobserwowano też ogromne podobieństwo u Krytyków z całego świata: wszędzie paraliżują ludzi, odbierają im radość i skuteczność działania.

W książce liczne porady: jak rozmawiać z Wewnętrznym Krytykiem, jak radzić sobie z atakami Krytyka, Krytyk Wewnętrzny u kobiety i u mężczyzny

***
POCZUCIE WARTOŚCI
Autor: Aleksander Mańka

Rozumienie siebie zależy przede wszystkim od rodzica. W zdrowej rodzinie dziecko jest wartością samą w sobie. Nie musi niczego robić, aby być cenne. To że jest, że się pojawiło, stanowi dla rodziny najważniejszy jego walor. Zdrowe dzieci dowiadują się od rodziców o swojej wartości dzięki temu, w jaki sposób okazują im miłość. Jeśli rodzic uznaje wartość dziecka dlatego, że jest, i to będzie dla niego najcenniejsze, to nie będzie miał kłopotu z okazywaniem tego dziecku. Zdrowy rodzic uznaje niedojrzałość dziecka jako normę i to jest dla niego naturalną wartością dziecka. Wszelkie wady, błędy w okazywaniu miłości i akceptacji, jakie popełnia rodzic, przekonują dziecko, że jest w nim coś takiego, co nie pozwala być odpowiednim dla swojego rodzica. Buduje więc przekonania o tym, co w nim jest wadliwego, co nie pozwala mu być dobrym.

Rodzic dysfunkcyjny nie uznaje niedojrzałości dziecka. Okazuje mu to w sposób wyraźny i bolesny. Mającbłędne przekonania o swojej wartości, o wadach, o swojej nieprawidłowej aktywności lub o braku znaczenia dla innych, dziecko nawiązuje z innymi ludźmi kontakty w sposób nieprawidłowy. Usiłuje znaleźć jakiś sposób na bycie dobrym. W przyszłości doświadczenia takie utrwalą się i dorosły człowiek przyjmie je jako podstawę swojego funkcjonowania z ludźmi.

Jeśli dziecko żyło w poprawnych warunkach miłości i pozostawało w otwartym kontakcie z rodzicem, który ułatwiał mu zrozumienie siebie, w jego życiu dorosłym nie sprawi mu kłopotu rozumienie siebie i innych. Nie znaczy to oczywiście, że jego życie nie napotka trudności albo bólu. Będzie miało tylko ułatwiony dostęp do siebie i do swoich pragnień. Pozwoli mu to równoważyć wartości życia i odpowiednio reagować, aby ochronić siebie. Niekoniecznie uda mu się zrównoważyć swoje pragnienia z tym, co je spotka. Jednak dzięki pełnej świadomości siebie, jaką otrzyma od rodzica, będzie mogło zrozumieć, co się dzieje i zająć odpowiednią pozycję obronną. Będzie potrafiło przyjmować i radzić sobie zarówno z dobrymi częściami swojego życia, jak i tymi trudnymi. Będzie mogło przyjąć otwarcie to, co będzie dla niego dobre, a chronić siebie przed tym co złe.

Siła otrzymana od rodzica nie pozwoli na destabilizację jego autonomii. Potrafi ono bowiem zrozumieć siebie jako niezależną istotę. Dozna cierpienia, ale to nie spowoduje jego rozpadu. Jego życie nie stanowi uzupełnienia czyichś potrzeb lub uwarunkowań. Nie pozwoli na tworzenie się warunków, w których nie będzie mogło się spełniać. Będzie umiał chronić siebie przed zagrożeniami. Będzie umiało unikać miejsc, w których może doznać krzywdy. Związki, jakie będzie tworzyło z ludźmi, będą dla niego możliwością połączenia swojej autonomii z innymi autonomiami bez potrzeby ich modyfikowania. Nie będzie to wymagało ani modyfikowania siebie, ani innych. Po prostu, spotkając kogoś, stworzy z nim więź dwóch osób takich, jakimi są i nie będą musiały się zmieniać, aby siebie kochać. Stworzą więc trzecią jakość bycia – „MY’.

Jeśli dziecko nie mogło w rodzinie zrozumieć siebie jako wartość ważną dla kogoś, ponieważ rodzic nie dawał odpowiedzi na proste pytania lub powodował, że nie rozumiało, kim jest i jak ma żyć, to jego wiedza o sobie jest niekompletna lub wadliwa.

Rodzicw każdej chwili kontaktu z dzieckiem przekazuje mu wiedzę, co ono znaczy, kim jest i jak ma żyć. Nie są to oczywiście informacje podawane w dialogach lub nudnych kazaniach rodzica. Informacje te przekazywane są w charakterystycznym stosunku rodzica do dziecka, w jego zachowaniach, intencjach i odniesieniach się do wszystkiego co je otacza. Rodzic wyraża tę wiedzę w ogólnych nastawieniach do świata i ludzi, w formach akceptowania i nieakceptowania dziecka, w tym jak okazuje szacunek dziecku, jak jest uważny na granice dziecka i swoje. Są to tak zwane metakomunikaty.

Wychowanie nie polega na mówieniu dziecku, co ma robić, jak się zachowywać i co jest dobre lub złe. To, co mówimy do dziecka, ma niewielkie znaczenie jako informacja wpływająca na wychowanie. Należy zachowywać się tak, aby dziecko w nas dostrzegło wzory bycia sobą, stosunku do świata i ludzi. Jeśli zobaczy w nas coś, co je przekona do bycia takim samym, to takie będzie. Jeśli w naszym byciu sobą doświadczy siebie takim, jakim jest i pozwolimy mu to odkrywać, to pozna i pokocha siebie.

Może odczytywać z zachowań rodzica to, co dla niego jest dobre, złe, miłe albo niemiłe. Metakomunikat to informacja, jaka powstaje w ogólnym zrozumieniu tego, co zobaczyliśmy w zachowaniu i przekazie rodzica. Rodzic może mówić nam i zapewniać, że zależy mu na nas, ale nie odczujemy tego, bo nie było go na naszym występie w szkolnym teatrze, nie przywitał się, kiedy wróciliśmy ze szkoły, nie zauważył, że skaleczyliśmy się, nie wie, że jest nam smutno itp.

Wtedy pojawia się wątpliwość, czy aby na pewno jesteśmy dla niego tak ważni jak mówi. Rodzic mówi nam o tym, abyśmy byli uczciwi i przestrzegali zasad moralnych. Sam jednak korzysta z pirackich programów komputerowych, kopiuje książki i oszukuje w rozliczeniach podatkowych. W dziecku utrwala się więc informacja, że można naruszać normy, ale nie należy o tym mówić.

Inny rodzic mówi, że należy szanować matkę i słuchać jej, bo jest ważną osobą. Jednocześnie sam lekceważy mamę i stosuje wobec niej przemoc. Dziecku nie utrwali się więc jego komunikat jako matryca stosunku do kobiety, będzie wręcz przeciwnie.  >>>
***
Autor: Stanisław Morgalla
źródło: www.deon.pl

"to co po nas zostanie
będzie jak płacz kochanków
w małym brudnym hotelu
kiedy świtają tapety"
(Z. Herbert, Dlaczego klasycy?)

Co po nas zostanie? Ważne pytanie i na dodatek trafia w sedno tytułowego problemu. Szkoda tylko, że nie spędza snu z powiek statystycznego Kowalskiego czy Nowakówny, lecz jest co najwyżej uprzywilejowanym zajęciem wszelkiej maści intelektualistów. Tym, co męczy przeciętnego dwudziesto- lub trzydziestolatka, są zrozumiałe skądinąd przyziemności w rodzaju: "Z czego zapłacę za studia?" lub "Skąd wziąć w tym roku fundusze na wakacje?". I choć w obu przypadkach siłą rzeczy idzie o tę samą przyszłość ludzkości, to jej wizje różnią się jak Wojna peloponeska Tukidydesa i Wojna polsko-ruska Doroty Masłowskiej: brzmią podobnie, ale dzielą je lata świetlne.

Owszem, można z elegancją i subtelnością Zbigniewa Herberta wystawiać na widok publiczny banalność czy konsumpcjonizm bohatera naszych czasów, by przywołać go do porządku poprzez konfrontację ze szlachetną postawą któregoś z klasycznych wzorów, ale to przecież zwyczajne moralizowanie. Poza tym - kto dziś czyta Tukidydesa? Dziś czyta się Masłowską, a "tematem sztuki" - co trafnie przepowiedział nasz poeta - jest "dzbanek rozbity, / mała rozbita dusza / z wielkim żalem nad sobą" (Z. Herbert,Dlaczego klasycy?). I to jest signum temporis, od którego musimy zacząć.

LĘK PRZED DOROSŁOŚCIĄ

Nie trzeba wcale sięgać po dziwaczną Wojnę polsko-ruską, by doświadczyć dylematów młodych ludzi. Wystarczy krótka lektura co bardziej osobistych blogów lub wizyta na internetowych forach, a posmakujemy ponowoczesności w polskim wydaniu.

Oto tylko kilka wyrwanych myśli anonimowych autorów: "Boję się dorosnąć! I choć brzmi to bez sensu z perspektywy wieku, w który wkroczyłam, to miałam taką chwilę refleksji i doszłam do wniosku, że do prawdziwej dorosłości mam bardzo daleko. Wciąż mieszkam z rodzicami, bo boję się zamieszkać sama. Nie umiem też podejmować sama decyzji i wszystko konsultuję z innymi. Boję się, że kiedyś zabraknie moich najbliższych i nie wiem, jak sobie wtedy poradzę". Nie brak i głosów męskich: "Mam ten sam problem. Skończyłem studia i co dalej… Praca, staż, wynajem mieszkania, Boże drogi, ile tego na głowie… Powoli staram się jakoś zbierać do kupy".

Wypowiedzi można by mnożyć i cytować do woli w zależności od tezy, którą chce się udowodnić. Anonimowość Internetu sprawia, że ludzie obnażają się i wystawiają na zranienie. Nie chodzi jednak o to, by tanim kosztem ironizować czy ośmieszać dramaty ludzi zagubionych, wprost przeciwnie, spróbować je docenić i zrozumieć niejako od wewnątrz. To przecież dzięki takim szczerym do bólu narracjom mamy bezpośredni wgląd w coś, co można by określić strumieniem świadomości współczesnego człowieka. I na dodatek w czystej postaci, bez żadnej domieszki psychologii czy socjologii, które zawsze przy okazji próbują przemycić własne idee. >>>


Autor: Anna Kaszkowiak

Presja rodziców na dziecko – dlaczego jest to szkodliwe i jakie mogą być tego konsekwencje?W dzisiejszych czasach odpowiednie wychowanie dziecka oraz pomoc w zdobyciu najlepszego wykształcenia stały się kwestią priorytetową dla wielu rodziców. Jest to w pełni zrozumiałe oraz godne pochwały. Co jednak, kiedy presja świetlanej przyszłości staje się zbyt silna i zatracamy poczucie zdrowego rozsądku? Czy kierowani dobrymi pobudkami możemy zrobić krzywdę naszym dzieciom?

Czując odpowiedzialność za dziecko, próbujemy kierować jego działaniami, podejmujemy szereg decyzji mających wpływ na jego przyszłość. Pomagamy w odrabianiu lekcji, zapisujemy na dodatkowe kursy i korepetycje. Staramy się odpowiednio motywować malca do nauki, tłumaczymy mu, że tylko dzięki ciężkiej pracy osiągnie w życiu sukces. Kładziemy nacisk na dobre stopnie i odpowiednie zachowanie w szkole. Nasze oczekiwania względem dziecka stają się coraz większe. Zastanówmy się jednak, czy w ten sposób nie staramy się zaspokoić własnych ambicji kosztem potomka. Często to właśnie niespełnione aspiracje rodziców rzutują na stawiane przez nich wymagania wobec dziecka. Krytyczni w stosunku do własnych dokonań starają się, aby malec nie popełnił tych samych błędów i osiągnął w życiu więcej. Przeprowadzone badania wykazały, że zachowanie, które rodzice interpretują jako wspierające, dziecko często postrzega jako wywieranie presji. Warto przemyśleć, czy problem ten nie dotyczy również naszej rodziny. Delikatna, ciągle rozwijająca się psychika dziecka jest szczególnie podatna na wpływ otoczenia. Rodzina jest podstawowym środowiskiem wychowawczym – tutaj mają miejsce pierwsze doświadczenia dziecka, prowadzące do przyswajania obowiązujących norm oraz uczące wymagań, jakie powinno spełnić. Silna więź z rodzicami jest bardzo ważnym czynnikiem, chroniącym dziecko przed ryzykownymi zachowaniami.
Postawa nadmiernie wymagająca przejawia się w żądaniu sukcesów, osiągania jak najwyższych wyników, naginaniu dziecka do wytworzonego przez rodziców wzoru. Opiekunowie ograniczają jego aktywność i swobodę poprzez stawianie zakazów, nakazów, stosowanie sztywnych zasad. Nie są uznawane prawa dziecka ani jego autonomiczność. Taka relacja świadczy o braku szacunku dla dziecięcych potrzeb i uczuć, braku akceptacji dla jego trudności i ograniczeń. Rodzice nie zawsze dostrzegają starania podopiecznego oraz jego mocne strony.
Jakie mogą być tego konsekwencje? Nieodpowiednie praktyki wychowawcze często powodują zaburzenia zachowania o różnym nasileniu, w tym zachowania dewiacyjne. Rodzic dominujący kształtuje w dziecku najbardziej negatywne cechy. Dziecko obarczone przymusem zadowolenia rodzica przestaje myśleć o zaspokojeniu swoich potrzeb. Kierowane przez rodzica, traci umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji. Skutkuje to nasilającym się nieprzystosowaniem społecznym - dziecko nie umie odnaleźć się w swoim dorosłym życiu. Malec staje się podatny na frustracje, jest niekonsekwentny w swoich dążeniach oraz słaby psychicznie. Nadopiekuńczy lub nadmiernie wymagający opiekunowie mogą także stać się przyczyną konfliktów dziecka z kolegami. Malec ulegający wpływowi rodziny może zacząć być wytykany palcami jako „kujon” oraz odtrącany przez bardziej rozrywkowych i niezależnych rówieśników.
Większość rodziców znacznie częściej stosuje kary niż nagrody. Jest to błąd, ponieważ tylko umiejętne i zrównoważone stosowanie techniki kar i nagród, zapewnia jej skuteczność. Zamiast ciągłych nacisków, robienia wymówek oraz karania z powodu niewystarczający postępów w nauce, warto skupić się na pozytywnych cechach dziecka i wzmacniać je przy nadarzających się okazjach. Wspólne spędzanie czasu jest doskonałą okazją do wzmocnienia więzi łączącej rodzica z dzieckiem oraz poznania się nawzajem. Pamiętajmy, że dobre relacje w rodzinie są podstawowym czynnikiem warunkującym dobry start w życiu dziecka. >>>

***

Autor: Joanna Dryk, pedagog, Stowarzyszenie Syntonia
Jak kształtować poczucie własnej wartości u dziecka?
Człowiek, który lubi siebie i myśli o sobie dobrze ma odwagę podejmować wyzwania, odnosi sukcesy. Marzeniem wielu rodziców by ich dzieci takie właśnie były. Poczucie własnej wartości można (i trzeba) budować w dziecku od urodzenia. Ale w jaki sposób to zrobić?

Zacznijmy od tego czym poczucie własnej wartości w ogóle jest. Jest to utrwalone przekonanie, że poradzimy sobie ze stawianymi nam przez życie wymaganiami, że zasługujemy na szacunek i miłość, i że mamy prawo być szczęśliwi. Osoba o wysokim poczuciu własnej wartości umie pozwolić sobie na błędy i wyciągnąć z nich wnioski. Umie także śmiać się z siebie, zachowuje się swobodnie, podejmuje nowe wyzwania. To wszystko pomaga jej w planowaniu i układaniu swojego życia zgodnie z własnymi potrzebami, a także pomaga osiągać mniejsze i większe sukcesy w każdej sferze życia – zawodowej i prywatnej.

To czy dziecko takie będzie i czy jako dorosły człowiek będzie miało wysokie poczucie własnej wartości zależy głównie od postawy jego rodziców i opiekunów. Od ich chęci i umiejętności pokazania mu że jest ważne i dobre.

Doceniaj
Doceniaj i chwal dziecko za wysiłki jakie podejmuje. Nawet gdy nie uda mu się osiągnąć zamierzonego celu najważniejsze jest to, że próbowało. W razie niepowodzenia zachęcaj je do dalszego działania. Pokaż mu, że w nie wierzysz.

Nie porównuj
Porównywanie z innymi podcina skrzydła. Uczy, że zawsze jest ktoś lepszy. Dla małego dziecka jedynym „konkurentem” w osiąganiu celów powinno być ono samo.
Pozwalaj na błędy i na samodzielność

Każdy człowiek czasem się myli i popełnia błędy. Są to świetne okazje do rozwoju i uczenia się. Pozwól dziecku na samodzielność w podejmowaniu różnych kroków (w granicach jego rozwojowych możliwości), na samodzielne dążenie do osiągnięcia celu, nawet gdy po drodze powinie mu się noga. Tylko w ten sposób pozna swoje możliwości i siły. Pamiętaj, że samodzielność to nie tylko czynności samoobsługowe (jak jedzenie, ubieranie się itp.), ale też umiejętność podejmowania decyzji, dokonywania wyborów, a także rozumienia konsekwencji swoich czynów.

Bądź blisko ale daj przestrzeń do działania
Bądź blisko dziecka. Zarówno fizycznie (gdy ono tego potrzebuje przytulaj, głaszcz po głowie, poklep po ramieniu), jak i psychicznie. Zadbaj o to by wiedziało, że może na Ciebie liczyć. Poświęcaj dziecku swój czas – bez tego nie pokażesz mu, że jest dla Ciebie ważne. Będąc blisko nie zapominaj jednak o wspieraniu jego samodzielności. Nie przesłaniaj więc dziecku świata, tylko towarzysz w jego poznawaniu.

Szanuj dziecko
Traktuj poważnie jego sprawy. Nawet gdy Tobie wydają się błahe, dla niego są ważne. Odpowiadaj i reaguj, gdy prosi Cię o pomoc. Interesuj się tym co się u niego dzieje i słuchaj co do Ciebie mówi.
Szanuj jego wybory i upodobania. Pamiętaj, że jest odrębną istotą, która ma własny gust, potrzeby i pragnienia.
Traktuj poważnie też emocje, które przeżywa, nie zaprzeczaj im i pozwól mu je przeżyć, nawet gdy jego smutek czy złość są dla Ciebie trudne do wytrzymania.

Oceń swój pozom poczucia własnej wartości
Zacznij od siebie. Rodzice, którzy nie są pewni swojej wartości, nie wychowają pewnego siebie dziecka. Czy lubisz siebie? Wierzysz w swoją siłę i możliwości? Wesprzyj swoje poczucie własnej wartości, wtedy więcej przekażesz swojemu dziecku. >>>

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego